LICZNIK
* *


KSIĘGA GOŚCI
Dopisz
Poczytaj

O MNIE

Poznaj
Ulub!

KRONIKA
2006
grudzień (2)

2007
styczeń (1)
luty (1)

2008
styczeń (1)



LINKI


ULUBIENI
z-beauxbatons-do-hogwartukapitan-aliccorka-voldemorta

KLUBY



Szablon wykonałam sama. z grafiką nalezioną na Deviancie. Nie kradnij ! jeżeli chesz wykonam ci szablon na zamówienie ! zostaw namiary w ksiedze gości.
Powerd by: MyLog.pl

Rozdział V "czego chcesz Sofie ?" >> niedziela, 27 stycznia 2008 17:25:35
Niestety noc nie należała do najprzyjemniejszych. Nie mogłam w ogóle zasnąć. Ciągłe myśli o tym co się stało poprzedniego dnia nie dawały mi spać. Roxy spała jak zabita nie miałam sumienia jej budzić. Wiedziałam że już nie zasnę wiec wstałam z łóżka popatrzałam na sufit i jedyne co mi przyszło do głowy to ..Draco ! Tylko z nim mogłam zawsze o wszystkim rozmawiać. Znaliśmy się już tyle lat, byliśmy jak rodzeństwo. Po cichu wyszłam z mojego dormitorium i przeszłam kawałek no dormitorium Draco. Nie pukając weszłam do środka wszyscy spali z zaciągniętymi zasłonami, ale dobrze wiedziałam które łóżko należy do blondyna. Delikatnie rozsunęłam zasłony i położyłam się obok niego.
-Draco – szepnęłam mu do ucha.
-yyymm – jedynie zamruczał
- Obudź się , proszę. – powiedziałam
-Sofie ? co ty tutaj robisz ? – powiedział w półśnie Draco
-ja musiałam z kimś pogadać
- a nie mogło to zaczekać do rana ? Na Merlina Sofie kiedyś coś ci zrobię za te twoje wybryki
- no dobra to ja już pójdę – powiedziałam a on zatrzymał mnie ręką delikatnie objął
- no teraz to już mów o co chodzi ..
Leżeliśmy a ja opowiadałam mu całą sytuację z Oliverem
- Draco ja się naprawdę boję że coś mu się stanie albo że on odkryje kim jest moja rodzina, kim ja jestem, nie mogę go oszukiwać .. rozumiesz ? – próbowałam go przekonać
- odpowiedz sobie na jedno pytanie. Czy go kochasz ? i czy jest warty tego wszystkiego.
- ja .. to stało się tak niesamowicie szybko – odpowiedziałam
- no właśnie ! nie gadacie ani nic przez 5 lat . 2 razy cię pobił i od razu wielka miłość. Sofie ja rozumiem zabawiłaś się nim ale to nie może być nic poważnego.
-nie to nie tak tzn. trochę tak ale nie bawiłam się nim. Naprawdę czuję do niego coś ..
- Coś to też czuć od Goyla jak za dużo zje ! – powiedział Draco a ja mimo woli zaśmiałam się . Wiedziałam że Draco nie kpił z powagi sytuacji ale on taki już był, cyniczny i dosłowny.

- Chłopaki obudźcie się ! Roxy zniknęła – wparowała do dormitorium chłopaków Roxy. Draco rozchylił kotary i inni też. – Ooooo tu jesteś ! a ja cię szukałam ! – Roxy dokończyła zdanie.
-Roxy nie budź w ten sposób ludzi to nie jest normalne zachowujesz się jak rozhisteryzowana puchonka. – powiedział Blaise podchodząc do niej i czule całując. Przez Momot zapomniałam że ona kogoś ma . A co było ze mną ? ja byłam sama ? czy kogoś miałam ?
Przez Noc Draco trochę rozjaśnił mi sytuację z Oliverem ale wątpliwości zostały.
Zeszliśmy wszyscy razem na śniadanie nie wzbudziło to niczyjej uwagi gdyż zawsze to robiliśmy . Po drodze trzy ślizgonki przyczepiły się do Draco i gadały z nim o jakiś głupotach. Weszliśmy do Wielkiej Sali . Oliver, siedział przy stole Gryffindoru i jadł grzankę spojrzał się w moją stronę i uśmiechnął . Udałam że tego nie widziałam i odwróciłam głowę. Nie wiem czemu ale chciałam go unikać.
Po śniadaniu lekcje. Zaklęcia, OPCM , Eliksiry no i nieszczęsna transmutacja. McGonagall oddała testy ku mojemu zaskoczeniu miałam nawet zadowalający wynik czego nie mogłam powiedzieć o Roxy.
- Dobiorę was w pary bo test wyszedł niezadowalająco – powiedziała profesorka – Nie ma żadnych wymian ani marudzenia ..
Wiedziałam że zawsze muszę mieć najgorzej . Trafił mi się zdrajca krwi Ron który był beznadziejny z wszystkiego co było możliwe . Draco musiał pracować z jakąś puchonką a Roxy z Granger. Ta miała w sumie zawsze najgorzej ze wszystkich. - Rudzielcu ! tylko nie bądź zbyt blisko mnie ! – powiedziałam do Rona
- o to się nie martw, ! – odpowiedział i się odwrócił.
- Teraz wasza praca będzie polegała na tym że … -


- COO ? miesięczny test z tymi debilami ? – oburzył się Draco. Mianowicie każda para dostała kopertę a w nie instrukcje. Do zrobienia były przeróżne rzeczy, od znalezienia czegoś w bibliotece po transmutacje czegoś w coś i oczywiście referat.
- Panie Malfoy , kogo pan nazywa debilem ? – skrzywiła się pani profesor. – proszę się uspokoić albo będę musiała odjąć punkty Slytherinowi. Jesteście wolni. Żegnam.
Wyszliśmy z Sali sfrustrowani i wiedziałam że to nie będzie przyjemny miesiąc.

Poszłam po lekcjach do pokoju wspólnego razem z Roxy i zaległyśmy na sofach mając wolne popołudnie nie mając zbytnio co robić
- I co jak tam Wood ? – powiedziała Roxy
- nijak ! nie chce mi się o nim gadać ! – próbowałam go znienawidzić chociaż tak naprawdę nie miałam powodu bo był tak uroczy i kochany . podbiegł do nas Blaise i wskoczył na kanapę od razu całując Roxy
-Co za dzicz , Ty w ogóle nie potrafisz postępować z kobietami – odezwał się Draco który wyrafinowanym krokiem szedł za nim .
- hehe tak masz szczęście że Roxy jest tak samo dzika jak ty – powiedziałam obydwaj oburzeni popatrzyli na nas jak na debili i powrotem zaczęli się całować nie zwracając uwagi na pozostałych ludzi. Draco usiadł na oparciu kanapy i spojrzał się na mnie
- I co wiesz już co robić ? – zapytał. Wiedziałam że chodziło mu o Olivera
- Nie i chyba nigdy nie będę wiedziała .- odpowiedziałam – A właśnie chciałeś się mnie o coś zapytać o ile dobrze pamiętam
- Taa .. – powiedział zmieszany – ale teraz powiedzmy że straciło ważność moje pytanie.
Zapadła niezręczna cisza. Byłam ciekawa o co chodziło ale jeśli Draco tak odpowiadał to i nawet proponując mu wszystkie słodycze z Zonka nie powiedziałby ani słowa.
Patrząc na Roxy i jej nowego chłopaka brakowało mi pocałunków przytulania i poczucia tego że ma się kogoś obok siebie. Chciałam znaleźć Olivera ale nie miałam pojęcia gdzie teraz może być. Mimo to przeprosiłam znajomych i wyszłam z pokoju wspólnego biedny Draco będzie musiał albo robić za przyzwoitkę albo zadowolić się Goylem, no albo znaleźć przelotny romans na 2 godziny co było w jego stylu.
Biegłam po schodach w dół i w górę potem korytarzem potem jeszcze jeden i byłam pod wejściem do Wielkiej Sali a z niej właśnie wychodził Wood. Od razu zatrzymałam się nie będąc pewna czy robie dobrze i w ogóle co zamierzam zrobić. Oliver uśmiechnął się i powoli podszedł do mnie, obejmując w pasie.
- Cały dzień cię nie widziałem ! –powiedział i przytulił się nie wiedziałam co robić tak bardzo chciałam go pocałować i odepchnąć za razem.
- ja , ja .. też cię nie widziałam .- to jedyne co mój mózg zdołał wymyślić kątem oka zobaczyłam że nadchodzi Adrian nie wiedziałam co robić .
-Przejdziemy się gdzieś ? – powiedział Oliver.
- e .. Zostaw mnie ! Nie patrz na mnie ! odejdź ! - wrzasnęłam i wyrwałam się z uścisku spojrzałam na niego, wyglądał jakby zdeptał go trol.
- Sofie.. ale .. o co chodzi przecież .. – powiedział a ja odwróciłam się i odeszłam płacząc. Oliver był w szoku nie szedł za mną stał jak wryty. Szłam prosto przed siebie nie widząc niczego .
- Sof .. co się stało czemu płaczesz ? – powiedział Adrian który właśnie stał naprzeciwko mnie spojrzałam w górę na jego twarz . odwróciłam się widziałam że Oliver mnie obserwuje każdy ruch jak odchodzę był nadal tak blisko czekał aż wrócę i wszystko mu powiem . – słyszysz mnie ? – nie mu nie odpowiedziałam wtuliłam się w niego i ryknęłam płaczem
- Adrian – wydusiłam po chwili
- już dobrze nie płacz ! – powiedział trzymając mnie mocno. Znowu się odwróciłam Oliver nadal obserwował całą sytuację…nie chciałam go ranić ale musiałam to zrobić przybliżyłam twarz i całą swoją złość musiałam w tym wyładować.
Adrian nie wiedział co ma zrobić trzymał mnie w ramionach i nie puszczał był w szoku. Delikatnie przybliżyłam policzek do jego obojczyka on instynktownie się nachylił przy pół domkniętych oczach dotknęłam swoją wargą jego wargi delikatnie cmoknęłam spojrzałam na niego a on na mnie mój wzrok był pusty ale wiedziałam co chcę zrobić. Przesunęłam dłoń na jego kark, przyciągnęłam jego twarz i nasze wargi zetknęły się znowu. Usta Adriana rozchyliły się lekko, ciepłe, wilgotne i chętne. Nasze zęby i języki starły się w zaciekłym, pełnym pasji pocałunku …

komentarze [7]

ROZDZIAŁ IV "przemyslenia" >> piątek, 23 lutego 2007 11:19:45
Na początku chcę wszystkim podziękować za te 54 komentarze jestem niesamowicie szczęśliwa że ktoś czyta te moje FF. Jeszcze raz dziękuję, pozdrawiam i całuję ;*



Pierwsze promienie słońca przebijały się przez witraże w skrzydle szpitalnym. Spałam smacznie kiedy obudził mnie dziwny szelest. Otworzyłam oczy i pierwsze co zobaczyłam to śliczną buźkę Olivera.
- Co ty tu robisz ? – spytałam zdziwiona – I to o tej godzinie ? Jest piątek ..i jakaś 7:00 rano powinieneś być na lekcjach.
- A porywam cię ! Mam pozwolenie nie denerwuj się. Tutaj masz ciuchy dała mi je Roxy. Masz 3 minuty żeby się ubrać - położył ciuchy na łóżku i wyszedł. Nie wiedziałam co się dzieję ale skoro mogłam się wyrwać z tego więzienia to zrobiłam to co Oliver mi kazał. Wyszłam przez te śmieszne drzwi gdzie stał pan Wood.
- Ej .. o co – zaczęłam mówić jednak on zasłonił mi ręką buzie i zaciągnął za jakiś dziwny posąg o którym nigdy nie miałam pojęcia że on istnieje.
- Musisz być bardzo cicho .. powiem ci wszystko na miejscu. – potem otworzył jakąś dziwną mapę i odchylił posąg. Zeszliśmy długimi krętymi schodami w dół i wyszliśmy przez dziurę za wielkim obrazem.
- to jest wrzeszcząca chata ! jak mi nie powiesz co tu się dzieje i co to za jakaś akcja to ja wracam ! – powiedziałam stanowczo.
- Oj słońce ! –powiedział podchodząc i przytulając mnie – obiecałem ci niespodziankę ? no to poprosiłem McGonagall o mały urlop jako że ona ma do mnie słabość to się zgodziła i pożyczyłem mapę od Harry’ego żeby się wyrwać z zamku i hmmm zapraszam cię na miły dzień poza Hogwartem.- powiedział a mi uśmiech sam narysował się na twarzy cały dzień poza tą szkołą i tylko z nim ? coś cudownego.
-Dziękuję – powiedziałam i rzuciłam mu się na szyję
- Nie ma za co – powiedział i pocałował mnie – Chyba wypadałoby zjeść jakieś śniadanie chociaż przy tobie to nawet głodny nie jestem – zaśmiał się
Oliver robił coś w kuchni i ja rozpaliłam ogień w kominku. Zrobiła się cudowna atmosfera, na dworze było jeszcze szarawo i na pewno bardzo zimno. Usiadłam naprzeciwko kominka ogrzewając sobie dłonie. Oliver usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem.
- I co nadal chcesz wracać ?
- nie – wtuliłam się w niego. – zapowiada się najlepszy piątek jaki mogłam sobie tylko wymarzyć.
-hmm dla mnie chyba najgorszy –powiedział z powagą
- CO ? – powiedziała niezmiernie wstrząśnięta
- żartowałem ! – powiedział śmiejąc się przytulił mnie i spojrzał mi w oczy tak głęboko jak nikt inny. Zbliżył się do mnie delikatnie i jedyne czego naprawdę chciałam w tym momencie to poczuć jego pocałunku na mych ustach. Oliver delikatnie dotknął swoimi wargami moich spojrzałam na niego był taki czuły i delikatny. Zanurzyliśmy się w namiętnym pocałunku. Delikatnie dotykałam jego włosów, gładziłam ręka policzek. Całowaliśmy się długo i namiętnie, w końcu oderwaliśmy się od siebie.
- powiedz że tak będzie zawsze – powiedziałam
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym tego chciał
- obiecaj mi to ! Proszę
- Naprawdę bardzo ale to bardzo cię kocham i wiem że to jest miłość a nie jakieś zauroczenie tylko takie coś realnego- powiedział i spojrzał mi się w oczy. – Kocham Cię – powtórzył. Trwała cisza. Patrzeliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy że uważamy tak samo.
- może pójdziemy gdzieś się przejść? – spytałam po dłuższej chwili milczenia.
-Jasne nie będziemy przecież cały dzień w tej chacie siedzieć – Powiedział Oliver. – połazimy sobie po Hogsmade co ? – powiedział i poszedł po kurtki.
Wyszliśmy z wrzeszczącej chaty pierwsze co Oliver złapał mnie za rękę. Wiedział jak postępować z dziewczynami zawsze otwierał drzwi i nie wchodził pierwszy ustępował miejsca i był nadzwyczaj kulturalny. Spacerowaliśmy długo. Dziwne było to że nigdy nie widziałam tego miejsca od tej strony. Zawsze było tu mnóstwo uczniów którzy latali za zakupami albo przesiadywali w pubie. Teraz panowała możliwa cisza i spokój na ulicach byli tylko ludzie którzy mieszkali niedaleko i przyszli na zakupy.
- To może wejdziemy do Herbaciarni ? – Oliver spytał stojąc przed wejściem do lokalu.
- Jasne – odpowiedziałam – A może lepiej pójść gdzieś na kremowe ?
- Skoro tak chcesz to ja się zgadzam jeszcze bardziej – zaśmiał się.
Szliśmy prosto do pubu pod świńskim łbem, weszliśmy do środka i zajęliśmy stolik o ile to można nazwać stolikiem. Oliver poszedł po Kremowe a ja rozglądałam się po pubie. Nagle spostrzegłam że pod samym oknem jakieś 4 stoliki od nas siedział mężczyzna w czarnym kapturze i z charakterystyczną twarzą. Znałam go ale nie miałam pojęcia skąd. Na pewno nie ze szkoły. Myślałam. Nagle był grom z jasnego nieba. Wiedziałam już skąd znam tego mężczyznę. W czasie zanim poszłam do szkoły miałam styczność z wieloma ludźmi których Bellatrix nazywała śmierciożercami. Później dowiedziałam się wszystkiego o nich i o tym co robią. Ten facet był jednym z nich.
- Hallo ! – wydzierał się Oliver. – żyjesz ?
- tak jasne tylko się zamyśliłam – powiedziałam tak żeby nie zauważył mojego zmieszania. Jednak najgorsze było to że dopiero co do mnie dotarło to że ja i Oliver jesteśmy z dwóch różnych światów i o tym że on nic o mnie nie wie tak naprawdę.
- specjalnie dla ciebie wziąłem piwo kremowe z cynamonem. Wiem że je lubisz – powiedział i usiadł obok mnie.
- Dzięki – powiedziałam i pocałowałam go w policzek. – Co masz zamiar robić po szkole ? przecież to twój ostatni rok w szkole.
- Hmm już chyba nawet wiem co chcę robić bo od czasu kiedy mój dziadek zginął z ręki śmierciożerców chciałem pomścić jego śmierć. I z tego co McGonagall mi mówiła mam duże szanse na zostanie Aurorem I wiem że naprawdę chce to robić. A Ty ? – spytał się mnie co mnie kompletnie zszokowało.
- Ja jeszcze nie wiem .- skłamałam
- koło godziny 16 musimy wrócić do zamku gdyż ja mam trening Quida. A jest już 14:49 więc została nam godzinka. Co chcesz robić przez ten czas ?
- hmmm może chodźmy jeszcze do Zonka kupie coś dla Roxy ona uwielbia produkty z tego sklepu.
- Dla ciebie wszystko. – powiedział Oliver i wyszliśmy z pubu.
Poszliśmy do Zonka a potem jeszcze do paru innych sklepów wróciliśmy do wrzeszczącej chaty i zabraliśmy wszystkie swoje rzeczy.
- To co wracamy ? – chłopak zapytał
- No chyba musimy – odpowiedziałam – ale jeszcze moment – podeszłam do niego i wtuliłam się w jego super umięśnioną klatę.
- Coś cię martwi ? – spytał
- Nie nic – znowu skłamałam jeszcze niedawno mogłam mu powiedzieć wszystko jednak nie teraz, coś się zmieniło. Wiedziałam że nadal go kocham i chyba nigdy nie przestane jednak wiem też że nie będę mogła wiecznie kłamać. Kiedyś będę musiała odejść jednak jeszcze nie teraz, teraz chce go kochać jak nikogo innego.
Chwilę popatrzeliśmy na siebie. Jednak tym razem to ja pocałowałam jego pierwsza. On nie był zaskoczony widocznie lubił się całować. Całowaliśmy się długo namiętnie tak jak za pierwszym razem. Jednak i to się kiedyś skończyło.
- Musimy wracać kochanie. – powiedział
- wiem , szkoda. – ze smutkiem w glosie odpowiedziałam.
wyszliśmy przez ten sam obraz przez który się tu zjawiliśmy. Wyszliśmy koło posągu w szkole. Zatrzymaliśmy się jeszcze na moment Oliver dał mi buziaka i poszedł na trening. Ja poszłam do pokoju wspólnego Slytherinu a potem do dormitorium.
- Roxy – rzuciłam się jej na szyję. – tęskniłam za tobą buraku !
- Ja za tobą też buraku ! – zaśmiałyśmy się – no opowiadaj jak było !
- Masz ! – dałam jej paczkę z Zonka – powiem ci wieczorem
- CdzieKfi – powiedziała Roxy z buzią pełną łakoci.
- powiedz jak już przełkniesz – zaśmiałam się
- AAA dostałam list od twojej M .. znaczy Bellatrix i napisała w nim że w tym roku jak będą ferie to jadę do ciebie tak jak reszta rodzin śmierciożerców do jakiegoś domu w Szkocji – powiedziała
- Co ? – spytałam się ze zdumienia. Pamiętałam ten dom był ogromny jak miałam 6 lat zgubiłam się w nim na 3 dni wielki stylowy dom. Chociaż można było go nazwać pałacem ze względu na jego wielkość. – wszystkie rodziny śmierciożerców ?
- Nie tylko ci najbliżsi – odpowiedziała Roxy
- Czyli Pucey i Malfoy też - powiedziałam a Roxy się zaśmiała – no co ?
-Jeszcze Adrian ci po głowie chodzi ? – spytała się. Ja nie miałam pojęcia co odpowiedzieć wiedziałam jak bardzo kocham Olivera jednak nie zastanawiałam się nad Adrianem kompletnie.
- Sama nie wiem – powiedziałam.



CDN … =)

komentarze [50]

ROZDZIAŁ III tłuczek głowa .. ał .... >> sobota, 20 stycznia 2007 21:19:59
Ogłoszenia duszy Pasterskiej :P

dziekuje za 33 komętarze pod poprzednia notka ;****
dziekuje za natchnienie ;****




Adrian nie jest związany z Ową RUDA dziewczyna to miał być taki motyw natrętnej nastolatki :P która ugania się za chłopakiem.

a teraz czyatć ! :P




Kolejny dzień zaczął się w miarę normalnie jak na wszystkie dni w Hogwarcie o dziwo nie spóźniłam się na żadną z lekcji i nie moje boskie fioletowe limo było prawie niewidoczne. Była sobota i jedyne co miałam to trening przed środowym meczem z Gryfonami.
Poszłam prosto do pokoju Draco gdyż mogłam się spodziewać że tam właśnie znajdę Roxy. Ostatnio bardzo dużo czasu właśnie tam spędzała. Nie pukając weszłam do środka
- ROXY !!!!!!!!!- wrzasnęłam po tym co zobaczyłam. A mianowicie całującą się Roxy z Blaisem momentalnie wyszłam z pokoju i poszłam przed siebie. Jak ona mogła mi o tym nie powiedzieć byłyśmy najlepszymi przyjaciółkami mówiłyśmy sobie wszystko najmniejsze szczegóły z naszego życia. A tu nagle zaskok . Myślałam bardziej że to jej zależy na Draco ale na Blaise ? Szłam korytarzem i weszłam na .
- Sofie ! co ty taka chodzisz nie przytomna. – powiedział Adrian
- Nie nic mam pewien problem ale nie chce o tym gadać – odpowiedziałam chłopakowi który strasznie zawrócił mi w głowie
- Na pewno nie chcesz pogadać ? –spojrzał na mnie swoimi cudnymi niebieskimi oczami.
- o której trening ? – próbowałam uniknąć tego spojrzenia.
- w takim humorze nawet nie próbuj przychodzić na trening ! –złapał mnie za rękę – chodź!
Poszliśmy do jego dormitorium nie było nikogo oprócz nas no tak w końcu była sobota. Usiadłam w wygodnym fotelu Adrian usiadł obok mnie na łóżku i patrzał się na mnie.
- Ej .. o co chodzi .? jestem gdzieś brudna czy cos ? – spytałam ze zmieszaniem
- Nie.. – zaśmiał się chłopak – Spróbuje dojść do tego dlaczego jesteś smutna.
- nic się nie stało naprawdę – uśmiechnęłam się – to o której ten trening ?
- Aj ale ty zapominalska jesteś ! o 15 ! – zaśmiał się – pokaże ci coś – powiedział otworzył swoją szafkę i wyjął dziwną gazetę. Usiadł na oparciu otworzył na pewnej stronie
- taką chciał bym mieć – powiedział z rozmarzeniem – najnowszy model miotły jaki można sobie wyobrazić a co ty o niej sądzisz ?
- ee no jest fajna – zbytnio się nie wysiliłam z moją odpowiedzią. – Wiesz ja musze pogadać z Roxy później się zobaczymy. Ok. ? – powiedziałam i wyszłam z pokoju. Zobaczyłam tylko zdziwioną minę Adriana.
Poszłam do dormitorium aby się jakoś ogarnąć z tego wszystkiego.
-Sofie ! Poczekaj ! –usłyszałam znajomy mi męski głos
- oo Draco ! coś chcesz ? - powiedziałam
- No bo mam pytanie do ciebie.
- A tak wspominałeś faktycznie .. Więc o co chodzi ?
- No bo ojciec mi powiedział bo dowiedział się od Dumbledora że w grudniu czyli za jakieś 3 tygodnie ma być ..
- ROXY !!!!!!!! - zawołałam przerywając niezbyt składniową wypowiedź Draco – czekaj moment ! –dodałam i pobiegłam.
-Sofie gdzie byłaś wszędzie cię szukałam – powiedziała Roxy
- Chodź do dormitorium !
Powoli weszłam Roxy za mną. Zamknęłam drzwi.
- Wiesz mogłaś mi powiedzieć że kręcisz z Blaisem – powiedziałam olewającym tonem.
- Ale to wyszło tak nagle i ja wiem że wy się prawie nie znacie i w ogóle że to nie tak miało być ale .. – Roxy mówiła błagalnym tonem
-nic się nie stało .. ale przeżyłam szok !! mogłaś chociaż napomknąć !
- sorki Sofie ! – powiedziała i przytuliła się do mnie
- Ja myślałam że to do Draco kręcisz – powiedziałam z bardzo zdziwionym tonem
- No bo tak było ale on dał mi do zrozumienia, że pokochał kogoś to dałam sobie z nim spokój.
- No no Dracuś się zabujał .. – zaśmiałyśmy się.
Na treningu Adrian wycisnął z nas wszystko co się dało. Pogoda była okropna ciągle padało albo wiało albo padało i wiało jednocześnie okropna mgłą. A najgorsze było to że taka pogoda miała być jeszcze przez miesiąc.
Nadeszła środa godziny mijały siedziałam w oknie i pragnęłam tylko jednego .. żeby pogoda się poprawiła jednak chyba pogoda nie miała zamiaru się polepszyć.
Ubrałam się w szaty do Quidditcha piękne zielone wyszywane srebrnymi nićmi z znakiem węża. Poszłam wraz z Roxy do szatni gdzie Adrian omawiał ostatnie doskonalenia taktyki.
Cała drużyna szła równo na boisko gdzie miał odbyć się mecz . Stałam przed bramą na boisko i myślałam że to pierwszy mój mecz. Jakiś dziwny skurcz w żołądku i zawroty głowy. Wsiedliśmy na miotły i wylecieliśmy na boisko usłyszeliśmy liczne oklaski na nasz widok po niecałych 2 minutach zjawili się gryfoni. Pani Hooch rozpoczęła mecz. Kafel poleciał w górę Roxy momentalnie go przejęła po czym podała do Adriana a Adrian do mnie natchnęłam się na dwóch pałkarzy Gryffindoru szybko oddałam kafla Roxy króra go rzuciła do bramki Wood nie zdążył obronić i ślizgoni prowadzili 10 do 0 Nerwową atmosferę pogarszał padający deszcz i wiejący wiatr. Kafel nie leciał tam gdzie miał a panowanie nad miotła też było niezłym wyczynem. Obecnie ślizgoni prowadzili 230 do 200 Potter ciągle walczył z Draco aby dostrzec i złapać złotego znicza. Adrian miał kafla i właśnie podawał go Roxy żeby według jego taktyki zdobyła gola. Jednak teraz Wordowi udało się obronić kafla. Odwróciłam się i ……

-Sofie !! – wołała Roxy ! Obudziłam się w łóżku w skrzydle szpitalnym
-Co się stało ? - otworzyłam oczy i zobaczyłam całą drużynę slytherinu przy moim łóżku
- Wood obronił kafla a potem on miał bliskie spotkanie z twoją głową – powiedział Draco
-aaaaa.. – wydałam z siebie jakiś taki dziwny jęk wszystko mnie bolało a moja ręka była jakaś taka usztywniona
- za dużo osób ! pacjentka musi odpocząć!- mówiła ta śmieszna pielęgniarka( której nigdy nie mogłam zapamiętać imienia ). Wszyscy powiedzieli „Pa” a Adrian dał mi buziaka na co Draco się skrzywił i odeszli
- później przyjdę –powiedział
- Ej !! a jaki wynik ??? – krzyknęłam moim dziwnym głosem
- Wygraliśmy ! – powiedział Adrian stojąc już w drzwiach.
Leżałam w tym paskudnym łóżku z obolałym ciałem była gdzieś 18 i wszyscy normalni ludzie siedzieli w swoich pokojach wspólnych albo gdzieś indziej. Skrzydło szpitalne było puste tylko ja i mój ból. Usłyszałam pukanie do drzwi Odwróciłam się na moim bosko niewygodnym łóżku
- Hej Sofie ! – powiedział . ..
- WOOD ? – powiedziałam ze zdumieniem. Chłopak usiadł na moim łóżku i dał mi kwiaty. (skąd miał kwiaty ? nie mam pojęcia)
- może mów mi Oliver co ? – powiedział lekko speszony
- ok. – zarumieniłam się. Ten chłopak był bardziej obłędny niż Adrian jego głębokie spojrzenie i to COŚ
- chciałem cię przeprosić bo już 2 razy doprowadziłem do tego że masz jakieś urazy na zdrowiu.
- nic nie szkodzi naprawdę
- ta klamka i tłuczek to był przypadek nie zrobiłem tego celowo !
-nic się nie stało !
- może mógł bym dla ciebie coś zrobić ? – spytał patrząc mi się głęboko w oczy .
- ee nie na razie nie ale jak coś to ci powiem. Znam cię od czasu kiedy przyszłam tu do szkoły ale nigdy z tobą nie rozmawiałam
- no wydaje się to trochę dziwne. Ja wiem o tobie bardzo dużo – zaśmiał się .
- tak ?? – ze zdziwienia usiadłam – to powiedz mi co wiesz .
- hmm że lubisz Quidda i że w 5 klasie rozkwasiłaś mi nos tłuczkiem – zaśmiał się walnęłam go poduszka
- kiedy ci ten nos rozwaliłam co ? – spytałam ze śmiechem a on przejął poduszkę
- w 5 klasie ! na meczu – odpowiedział śmiejąc się
- taa .. ściemniasz – dostałam poduszką znowu leżąc i się śmiejąc dociśnięta poduszką przez Olivera.
- Nie ściemniam – powiedział i nastała taka niezręczna cisza nasze twarze znalazł się na tej same wysokości Oliver odgarnął moje włosy które wyglądały jak po przejściu huraganu. Patrzeliśmy w siebie. Myślałam tylko o jednym „czy mogę pocałować tą słodką buźkę ? ”
Nikt nic nie mówił Oliver delikatnie się przybliżył patrząc mi głęboko w oczy. Delikatnie musnął moje usta swoimi. Spojrzał mi się głęboko w oczy jak by prosił o pozwolenie które już dawno otrzymał. Znowu delikatnie się przybliżył i pocałował zaczął się namiętny pocałunek który był dla mnie najprzyjemniejszym pocałunkiem jakiego kiedykolwiek doznałam. Po jakiejś minucie albo i dwóch albo i trzech .. oderwaliśmy się do siebie..
Znowu głębokie spojrzenie w oczy
- obiecaj mi .- powiedział Oliver – że jak już wyjdziesz ze szpitala pójdziemy razem do Herbaciarni
- dobrze . obiecuje – powiedziałam z zadowoleniem
-Muszę już iść – powiedział z żalem – jutro cię zaskoczę – powiedział dał buziaka i odszedł .
moja głowa była pełna myśli Ja i Oliver ? dwa odmienne domy charaktery i .. jeden wspólny pocałunek ? Czy to w ogóle możliwe ? Czy to może być prawdziwe ?? Czy ja się Zakochałam ???

komentarze [52]

ROZDZIAŁ II "cos na temat Quidditcha" >> środa, 27 grudnia 2006 18:55:56
Przepraszam wiem że trochę pokręciłam ale stwierdziłam że nie będzie się życie Sofie kręciło w około znanych postaci HP tylko tych takich z 3 planu. Wiem że Oliver Wood był dużo starszy jednak na potrzebę mojego opowiadania odmłodziłam go trochę tak że jest na 7 roku w Hogwarcie. To samo tyczy się Adriana Pucey nie wiem czy go pamiętacie bo było o nim niewiele w powieści pani Rowling. Sorki że kręcę jednak znudziła mi się postać Draco Malfoy’a . Przepraszam jeszcze że trochę szablonem zdradziłam dalszą część mojego FF.
Mam nadzieję że mi wybaczycie. ;)
Zapraszam do czytania.




Pierwszy dzień lekcji w Hogwarcie. Wstałam rano ubrałam się w nowe szkolne szaty Roxy zawsze była rannym ptaszkiem więc nie miała problemu ze wstawaniem. Wyszłam z dormitorium z zamiarem udania się do Wielkiej Sali na śniadanie. Zeszłam po schodach i wyszłam z Pokoju wspólnego. Przed drzwiami spotkałam Draco który namiętnie całował się z jakąś dziewczyną z Slytherinu.
- Cześć Draco ! – rzuciłam i poszłam dalej. Chłopak oderwał się od swojej kochanki.
- Sofie ! zaczekaj!! – Powiedział i podbiegł do mnie.
- Już umyłeś jej zęby ? – spytałam się, z udawaną powagą.
- Oj daj spokój ! To nic takiego .. – powiedział zmieszany blondyn
- Spoko Draco nic się nie stało. To twoje matki żony i kochanki .. – zaśmiałam się.
- Ejj koniec tematu .- powiedział – właściwie to mam do ciebie pytanie, ale zbytnio nie wiem jak mam je zadać..
- Co ? Ty tracisz fason bo nie wiesz jak zadać jakieś pytanie ? Nie przesadzaj znamy się od jakiś trzynastu lat jak nie więcej a ty się mieszasz z jakimś pytaniem ? – Powiedziałam. Miałam dobry humor jak na pierwszy dzień nauki. Dotarliśmy już pod drzwi wielkiej Sali.
- No widzisz tak jakoś wyszło że .. – zaczął
- Sofie ! na brodę Merlina i wszystkich gnomów ! Czemu ty się zawsze spóźniasz – weszła w nas Roxy
- Czemu się spóźniłam ? jest dopiero…- spojrzałam na wielki zegar w frontowym korytarzu – dziesiąta za dwie minuty lekcje.
- No lekcje i to jeszcze z McGonagall ! – Roxy wykrzyczała jak zwykle bardziej ode mnie przejmowała się lekcjami.
- Musze skoczyć po ksiązki ! – mina już nie była taka wesoła jak wtedy kiedy wstałam z łóżka – Draco sorki ale później ok. ? idźcie już ! ja was dogonię.
- Ta jasne . Roxy idziesz na lekcje ? – Chłopak spojrzał w stronę blondynki i udali się do Sali lekcyjnej.
-Czemu zawsze ja ? JA ? JA ? się musze spóźnić ? – mówiłam do siebie biegnąc korytarzem. Wleciałam do dormitorium jak błyskawica wzięłam torbę z książkami i wybiegłam powrotem na teren zamku. Z daleka widziałam jak McGonagall otwiera sale stanęłam na samym końcu zaraz za Potterm i jego dziwnymi przyjaciółmi, spojrzeli się na mnie jak na idiotkę, za co ja odwdzięczyłam się wrednym spojrzeniem i weszłam do Sali.
Usiadłam razem z Roxy do ławki i zaczęłam wyciągać rzeczy.
- Wyjmijcie tylko pergamin i pióro! – McGonagall zrobiła wrogą minę
- Od razu tak pierwszego dnia ? – powiedziała szeptem zrozpaczona Roxy
Zrobiłam niewyraźna minę i wzięłam do ręki pióro
- Macie 30 minut- profesorka klasnęła w dłonie i na pergaminach pojawiły się pytanie. Przez kolejne 30 minut głowiłam się aby przypomnieć sobie cokolwiek z transmutacji z poprzednich lat.. zaklęcia.. ruchy różdżką .. koszmar. ..
Jednak 30 minut minęło szybko i nadeszła kolejna lekcja ..
- Roxy masz plan lekcji ? – spytałam się.
- mam – zaczęła przeszukiwać kieszenie – mamy teraz .. 2 godziny Eliksirów .
- o wreszcie normalny nauczyciel – zaśmiałyśmy się i zeszłyśmy do lochów. Stanęłyśmy pod ścianą
- Hej Sofie – usłyszałam głos za moich pleców
- ee.. Cześć Marcus co tam ? – spytałam się chłopaka który chyba był bardziej zmieszany ode mnie .
- Chciałem was zaprosić bo dzisiaj chłopaki robią imprezę w naszym dormitorium jakąś taka powitalną żebym poznał parę osób więcej, przyjdziecie ? – Marcus powiedział zdanie jak by się nauczył jego na pamięć.
- No jasne że wpadniemy ! – powiedziałyśmy razem z Roxy równocześnie.
- oo wielkie dzięki – powiedział wielce uradowany szatyn.
- spoko impreza to impreza zawsze trzeba być na niej obecnym – powiedziała Roxy z pełnym entuzjazmem.
- No a jak ci się tu podoba? – spytałam się a chłopak się zarumienił.
- no jest lepiej .. no .. są dziewczyny w szkole – ta wypowiedz doprowadziła dziewczyny do głośnego śmiechu.
- Co się tu dzieje! Pakujcie się do klasy ale już ! – groźny głos z za naszych pleców należał do Severusa
- tak jest panie profesorze – powiedzieliśmy chórkiem i usiedliśmy do swoich ławek
-Chcę wam powiedzieć że ten rok nie będzie dla was wyjątkowo ciężki więc radzę się przyłożyć od samego początku. – powiedział profesor kiedy wszyscy zajęli swoje miejsca i zapadłą cisza. Jednak jego monolog przerwało pukanie do drzwi lochów.
- Proszę ! – Snape krzyknał
- Mogę na chwilę przeszkodzić w lekcji profesorze ? – w drzwiach stanął Adrian Pucey kapitan drużyny Slyterina w quidditcha. Zrobił się bardzo przystojny przez te ostatnie wakacje.
-możesz ! tylko Adrian tak migiem . Snape udał że się uśmiecha
- Draco, Roxy i Sofie ! pozwólcie na moment – Adrian powiedział a my za nim poszliśmy i zamknęliśmy drzwi
- przejdę do rzeczy, dziś trening o 18 na boisku ! musimy się wziąć ostro do roboty żeby znowu Gryfoni nie byli tacy pewni siebie że znowu uda im się wygrać! – Chłopak mówił z pełnym przejęciem a ja sobie myślałam „Cholera, kiedy ty się taki ładny zrobiłeś ? ”
- Sofie !!! – krzyknęli wszyscy razem
- Tak ? – ocknęłam się jak ze snu
- słyszałaś co do ciebie mówiłem ? – powiedział z gniewem Adrian
- No jasne o 18 na boisku ? – powiedziałam wprawdzie mało przekonującym głosem
- No poniekąd – zaśmiał się - teraz wracajcie bo Severus mnie Avada potraktuje ! – powiedział i odszedł – Nasza trójka weszła z powrotem do Sali.
- Siadać na miejsca! instrukcja na tablicy eliksir ma być gotowy za godzinę – Snape powiedział swoim zwyczajnym tonem jakim zwracał się do uczniów.
Przez godzinę kroiłam kruszyłam mieszałam i myślałam o Adrianie … eee.. no a jednak „czyżby ktoś mi się podobał ? Cholera ! to nie może być realne !”
- Ał!! Dźgnęłaś mnie nożem w rękę ! – Roxy zawyła z bólu a ja zobaczyłam krew na jej ręce
- Sorki nie chciałam ! – powiedziałam
- ejj o czym ty tak myślisz co ? że ja jestem zakrwawiona a twój korzeń wygląda jak przecier dla niemowląt zamiast kostki ?? –Roxy coś przeczuwała
- Ten pieprzony Adrian nie może mi wyjść z głowy ! – powiedziałam z żalem.
- Pucey ! ci się podoba ? no fakt wyładniał ale .. –Roxy miała śmieszno dziwną minę
- Tak ! jeszcze głośniej ! – powiedziałam z oburzeniem.
Lekcje mijały a ja musiałam się jakoś wysilać żeby cokolwiek zrobić. Jednak wybiła godzina 17:30 wzięłam swoją miotłę poszłam po Draco i Roxy bo razem siedzieli u niego w dormitorium omawiając plan imprezy.
- Ej ! idziemy ? – nie pukając weszłam do pokoju Roxy wstała i Draco również wyszliśmy z pokoju. Nie patrząc wyszłam prosto na .. Adriana !
- sory - powiedzieliśmy równocześnie ,on szedł z jakąś dziewczyną z jego roku wysoką z bujnymi rudymi włosami i krzywymi zębami. Głośno się śmiali.
- idźcie już na boisko ! ja za chwilę dojdę – powiedział i zatrzymał się na chwilę by pożegnać dziewczynę. Specjalnie zwolniłam kroku aby usłyszeć co mówią
- a to żeby trening ci się lepiej udał – usłyszałam z ust rudej dziewczyny. Odwróciłam się a ona pocałowała Adriana w policzek. Przyspieszyłam kroku i wyszłam z pokoju wspólnego.
Przez cały trening nie próbowałam nawet na niego patrzeć jeśli nie musiałam. Jednak moją agresję wykładałam na boisku. Zapierdzielałam ile mogłam i do ostatnich możliwości mojego organizmu latałam na miotle. Adrian zagwizdał wszyscy zlecieli na ziemię.
- Koniec treningu ! jutro trening o tej samej godzinie ! – powiedział a wszyscy się zaczęli rozchodzić – Sofie ! zaczekaj momencik – powiedział a ja zamarłam .
- tak ? – spytałam się
- grasz o wiele lepiej niż przed wakacjami ! – objął mnie ramieniem. Mnie zamurowało. – takiej zawodniczki w takiej formie już dawno nie widziałem ! no no oby tak dalej panno Ridle – on mowil a ja patrzyłam w jego oczy. Gdyby wiedział że grałam tak dla tego tylko żeby zapomnieć o nim to chyba by inaczej mówił .
-dzięki ale pospieszmy się bo … - zaczęłam
- może dałabyś się zaprosić na spacer ? – wyprzedził moja wypowiedź, że trwa impreza i na nią chce iść.
- może .. – odpowiedziałam – a kiedy ?
-powiedzmy .. za godzinę w pokoju wspólnym, co ? – spytał się
- e no bo impreza jest .. no ale dobra – zgodziłam się.
szliśmy razem rozmawiając przez całą drogę z boiska do rozdzielenia korytarzy do dormitoriów męskich i żeńskich.
- no to masz 40 minut, za 40 minut widzę cię na dole – uśmiechnął się i poszedł.
Wpadłam do dormitorium jak szalona wyrzuciłam Roxy z łazienki która stroiła się na imprezę.
- ejj co ty masz taki dobry humor co ? i czemu cię nie było taki kawał czasu ? – Roxy dopytywała z zaciekawieniem
- Adrian, Ja, Spacer – wybełkotałam i wskoczyłam do wanny. Roxy wleciała do łazienki – Nie wybacz ale lubię sama się kąpać ! – powiedziałam i chlapnęłam ja wodą
- No mów cos więcej ! – Roxy mówiła broniąc się przed wodą
- powiem ci jak wrócimy ! teraz wypad z łazienki ! – zaśmiałam się a Roxy wyszła .
Minęło 20 minut i byłam gotowa. Odjazdowe ciuchy i średni makijaż, super fryzura, pół butelki najlepszy perfum i dobre samopoczucie co dało niesłychany efekt.
punktualnie zeszłam do pokoju wspólnego on już siedział na sofach . Podeszłam do niego.
- oo już jesteś. – zdziwił się. – punktualna jak nigdy – zaśmiał się .
-nie nabijaj się ! – powiedziałam i wyszliśmy z pokoju.
Długo spacerowaliśmy po błoniach . opowiadał mi o tym jak został kapitanem jakie ma teraz problemy aby wygrać z Gryfonami, że to jego ostatni rok, że McGonagall go nie lubi i że nie chciał by grać zawodowo w Quidditcha, opowiadał o swoim dzieciństwie i tak mijały godziny.
- brr zimno się zrobiło – powiedziałam. Adrian zdjął bluzę i założył mi na ramiona
- no tak wracajmy już –powiedział i poszliśmy do zamku. Stanęliśmy pod wielkimi drzwiami do zamku Adrian zatrzymał się
- dziękuję za ten spacer – powiedział i przytulił mnie
- no nie ma sprawy – odpowiedziałam przytulając się do niego i czując jego obłędne perfumy. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy byliśmy tak blisko siebie ..
BUM !!!! – nagle oberwałam wielkimi drzwiami i leżałam na ziemi i czułam jak wielkie limo urośnie mi od klamki która miała bliskie zbliżenie z moim okiem.
- Wood ty pedale ! co ty zrobiłeś ? – Adrian darł się na chłopaka który wychodził z zamku
- Pucey sam jesteś pedałem ! – Oliver Wood kapitan drużyny Gryfonów podbiegł do mnie i podniósł mnie.
- sory ! ale nie widziałem cię – powiedział i odgarnął moje włosy.
- zostaw Ją ! - Adrian podbiegł i wziął mnie pod ramię, odeszliśmy prosto do pokoju wspólnego. Usiadłam na sofie a Adrian obok mnie.
-nic ci się nie stało ??? – spytał chłopak z przejęciem
- nie- odpowiedziałam – ale chyba zbyt piękna teraz nie jestem – złapałam się za silnie pulsujące miejsce koło oka.
- Jesteś piękna – znowu zbliżyliśmy się do siebie. Delikatnie odgarnął moje włosy z twarzy i dotknął policzka. Przybliżył się do mnie jak by chciał mnie pocałować.
- Adrian ! Już wróciłeś – owa ruda dziewczyna dosiadła się do nas jednak on nie zwracał na nią uwagi. Musze przyznać, że ja się speszyłam jej obecnością.
- ja już pójdę zostawię was samych – szepnęłam mu do ucha i wstałam.
- Marien tak wróciłem ale jestem zmęczony i idę spać ! – Adrian wstał i poszedł za mną dogonił mnie
- przepraszam – powiedział i pocałował w policzek. uśmiechnęłam się i poszłam do dormitorium. Długa kąpiel i milion myśli w głowie . Adrian. Oliver. Marien . Położyłam się spać impreza się skończyła jakoś nad ranem przynajmniej wtedy Roxy wróciła do dormitorium. Spałam i śniła mi się dziwna rzecz .. Oliver był w skrzydle szpitalnym jednak nie wiedziałam dlaczego poszłam go odwiedzić i on .. miał rozwalony łuk brwiowy .. ja płakałam a on mnie pocieszała .. Obudziłam się w nocy, podeszłam do okna i patrzałam w piękną noc rozmyślając nad tym wszystkim, nad znaczeniem tego snu i całej tej dziwnej sytuacji.

komentarze [34]

Rozdział 1 "Początek 7 roku .." >> czwartek, 14 grudnia 2006 17:39:25
Prolog ..
Byłam małą dziewczynką mało rozumiejącą i przejmując się światem. Pewnej nocy nie mogłam zasnąć poszłam do pokoju rodziców aby zobaczyć śpią..
- Nie rób tego nie pozwalam ci ! – krzyczała matka .
-Teraz będą ciężkie czasy i dla nas ! Bella zrozum to ! – powiedział ojciec.
- Ale to też jest moje dziecko i nie chcę żeby było śmiercożercą od urodzenia ! – Bellatrix nie poddawała się.
- Wyruszam dziś w drogę musze zabitego dzieciaka . – Powiedział Voldemort .
-Kogo zabić Tato ? – spytałam cieniutkim głosikiem .
- Nie nikogo skarbie. Jednak musze tobie coś dać – wyjął z kieszeni medalion na srebrnym łańcuszku był dla mnie ogromny jak dla małej dziewczynki. Włożył mi go na szyję i wyjął różdżkę. Przyłożył ją do mojej ręki i wypowiedział zaklęcie. . . potem przez 2 dni wił się na moim małym przedramieniu czarny wąż. Mama płakała jednak nie chciała mi powiedzieć dlaczego. Kiedy się ją o to pytałam odpowiadała :
- powiem ci jak trochę podrośniesz …

Potem faktycznie dorosłam a ojciec już nigdy nie wrócił. Dorastałam w otoczeniu ludzi czystej krwi i ich priorytetach na życie ich sposób bycia, sądzenia i postrzegania niektórych spraw. Zawsze traktowali mnie jako taką maskotkę towarzystwa. Przez większość życia byłam sama. Mama się odizolowała ode mnie nawet kazała mi mówić do siebie po imieniu a nie mamo jak w normalnych rodzinach. Wiedziałam że byłam kimś innym niż wszyscy jednak nie wiedziałam dlaczego. Aż pewnego dnia dostałam list z szkoły magii i czarodziejstwa Hogwart.
- Wiedziałam że go dostaniesz .. – powiedziała Bellatrix znana też jako moja mama.
- czemu mi nie powiedziałaś ? – spytałam się.
- do niektórych rzeczy warto samemu dotrzeć – powiedziała i wyszła.
Udałam się z naszym domowym sługą na ulice pokątną znałam ją na pamięć. Kupiłam wszystkie potrzebne rzeczy które były na liście i wróciłam do domu.
Następnego dnia zaczęła się moja wielka przygoda .. już na peronie 9 i 3\4 poczułam że to będzie inne życie niż dotychczas ..

- Wstawaj panienko ! – powiedział Paulo pukając do drzwi - dzisiaj jedzie panienka do Hogwartu śniadanie jest już w jadalni.
- Ta ! – wstałam z odciśniętą poduszką na twarzy i poszłam zjeść śniadanie
- Paulo przygotuj walizki wychodzimy za godzinę ! – krzyczała Bellatrix z drugiego pokoju.
Godzinę później już siedziałam w pociągu z moją przyjaciółką Roxaną. Siódmy rok w Hogwarcie miał zacząć się z nowymi postanowieniami jakie sobie złożyłyśmy. Roxy była bardzo ładna wysoka blondynka ale nie zachowująca się jak blondynka grała razem ze mną w Quidda na pozycji ścigającej. Zawsze uśmiechnięta byłyśmy bardzo podobne do siebie.
Całą drogę gadałyśmy o wakacjach i co robiłyśmy wspominałyśmy wspólny wypad do Monako.
- A dziewczyny co tu robią ? – w drzwiach przedziału stał Draco Malfoy ze swoją bandą. Znałam Dracona od wczesnego dzieciństwa w końcu byliśmy rodziną jak by nie patrzeć jego matka Narcisa i moja matka Bellatrix to siostry. Ale jakoś w rodach czystej krwi nie patrzy się na to jeżeli kuzynostwo chce wziąć ślub z sobą. Ich obchodzi tylko żeby czystość krwi była zachowana.
- Wspominamy wakacje a ty co nudzisz się z Pensy w przedziale ? – powiedziała Roxy.
-No można tak powiedzieć. Chciałem wam kogoś przedstawić.. – Draco wszedł do środka a za nim trzech bardzo wysokich chłopaków .
- To jest Marcus – pokazał chłopaka a ten z gracją się ukłonił. – ten to Simon – chłopak również ukłonił się biorąc przykład z kolegi.
- Ja cię znam ty mieszkasz w moim hrabstwie ! w Wali . – powiedziałam
- Również cię spotkałem niekiedy. – odpowiedział Simon.
- no i został nam wstydliwy Pablo – Draco uśmiechnął się a chłopak się zarumienił.
- To nie będziemy wam przeszkadzać spotkamy się w zamku na wielkiej uczcie . w końcu chłopaki będą przydzielani do domów. – Draco zaśmiał się i wyszedł .
Roxy trochę zaczarowana odprowadziła wzrokiem Simona.
- Ej .. podoba ci się ? – spytałam się
- no troszkę .. – Roxy zarumieniła się – mam nadzieje że będzie w Slytherinie.- potem obie wpadłyśmy w nagły atak śmiechu .

Dotarłyśmy do zamku i udałyśmy się na ucztę.
- Dziś mam zaszczyt powitać 12 nowych uczniów klas wyższych i 30 pierwszaków. – zaczął smęcić Dumbledore. Ceremonia zaczęła się od pierwszaków potem przeszła do osób z starszych klas.
- Simon McDarvins – wywołała McGonagall Chłopak usiadł na krzesełku jak poprzedni pierwszoroczni Tiara długo się zastanawiała jednak wywołała ..
- Huffelpuff- rozległy się oklaski i Simon powędrował do stołu Huffelpuffu.
- Pablo Beressi – McGonagall wczytała nazwisko owego wstydliwego chłopca z przedziału
-oby do Slytherinu – powtarzała Roxy .
- Roxy spokojnie ! to tylko chłopak – zaśmiałam się
- ale zobacz jaką ma słodką twarzyczkę !
- RAVENCLAW ! ! – tiara powiedziała bardzo głośno
- Kurde … - Roxy posmutniała jednak nadal patrzyła na Pablo. On zarumieniony dołączył do Kruponów.
- Marcus Brown ! – kolejny przystojniak z przedziału siedział na małym krzesełku
- może chociaż on do Slytha – powiedział z nadzieją Draco . Tiara długo się nie zastanawiała
- Slytherin ! –powiedziała a Marcus dumnie usiadł koło Malfoya.
- To witamy w śród ślizgonów ! – powiedziała Roxy.
Wszyscy zajęli się jedzeniem pyszności które pojawiły się wraz z przydzieleniem ostatniej osoby do domu.
Po uczcie razem z Roxy udałyśmy się do naszego Dormitorium gdzie czekały już nasze rzeczy. Długo jeszcze plotkowałyśmy o nowych uczniach w szkole jak i o nowych 3 uczniach Slytherinu w tym oczywiście Marcusa. Roxy nie mogła zrozumieć czemu Pablo nie jest w domu węża. Z bolącymi od śmiechu brzuchami poszłyśmy spać.

komentarze [12]